czwartek, 27 grudnia 2012

Masło się roztrzasło ;)



Witajcie po Świętach!

Mój brak aktywności na blogu w ostatnim czasie spowodowany był wyjazdem do mojego rodzinnego miasta (Łódź!) na Święta. Ale jestem już z powrotem i z przyjemnością powrócę do blogowania :)

Prezentami chwalić się nie będę, gdyż nie było wśród nich żadnych produktów kosmetycznych ;) 

Dziś słów kilka o maśle. Ale nie o takim zwykłym do smarowania kanapek, tylko o maśle do ust, które zawojowało blogosferę. Zapewne domyślacie się już , o jaki produkt chodzi? Tak, tak! Chodzi o masło do ust od Nivei. Trochę wahałam się przy zakupie z racji średniej sympatii do szminek ochronnych tej firmy. Ale ostatecznie przekonała mnie wizja cudownego zapachu wanilii i orzechów makadamia. Masełko zakupiłam w Superpharm w promocyjnej cenie 7,99 zł (regularna cena to chyba 10,99 zł).



Opakowanie: produkt zamknięty jest w aluminiowym (?), estetycznie wykonanym pudełeczku, mieszczącym w sobie 16,7 g produktu. Otwiera się dość łatwo, chociaż przy „nakremowanych” dłoniach może być lekki kłopot. Samo pudełeczko jest dość płytkie, lecz szerokie, dzięki czemu nie trzeba bardzo w nim grzebać – opuszkiem palca można łatwo nabrać odpowiednią ilość produktu. Osoby o długich paznokciach mogą jednak trochę narzekać! ;) Oczywiście pozostaje także kwestia higieny. Stylistyka opakowania jest całkiem przyjemna. W mojej wersji zapachowej dominują brązy i beże.

Wygląd i konsystencja: w pudełeczku masło ma kolor biały, na ustach jest zupełnie niewidoczne, nadaje tylko leciutki połysk. Konsystencja jest wybitnie „masełkowata” – miękka, mazista. Miałam okazję używać masła ostatnio podczas silniejszych mrozów i okazuje się, że nie zastyga na kamień i można je łatwo wydobyć z pudełka. Rozsmarowuje się bezproblemowo – przyjemnie sunie po ustach zostawiając na nich ochronną warstwę.

Zapach: nie ukrywam, że kupiłam masło właściwie tylko dla zapachu ;) Nie zawiodłam się. Pachnie obłędnie! Jak dla mnie jest to połączenie zapachów waniliowych ciastek, czekolady i innych słodkości. Niestety nie utrzymuje się długo na ustach.

Wydajność: wszystko zależy od częstotliwości używania. Ja używam go kilka razy dziennie i wydaje mi się, że nie będzie to rekordzista pod względem wydajności.




Co obiecuje producent?
Zapewnia codzienną pielęgnację i ochronę przed pękaniem wrażliwej skóry ust. Jego natłuszczająca konsystencja zapewnia ochronę przed słońcem, mrozem i wiatrem. Nawilżająca formuła z Hydra IQ zawierająca masło shea i olejek z migdałów zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację.
Dostępne cztery wersje zapachowe (masła mają identyczny skład, różnią się tylko aromatem):
- malina,
- wanilia i makadamia,
- karmel,
- Original (wersja bezzapachowa)
(opis pochodzi z Wizażu)

Skład:
Cera Microcristallina, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Aqua, Glycerin, Glyceryl Glucoside, BHT, Aroma, CI 77891, CI 77492

Moja opinia:

Jak już wcześniej wspominałam ostatnimi czasy leciutko zraziłam się do Nivei i ich produktów do pielęgnacji ust. Sztyft ochronny moim zdaniem jest gorszej jakości, niż kiedyś. Dlatego też do masła podeszłam z pewną nieufnością. Ale zakupu dokonałam i klamka zapadła ;) Jako że używam jeszcze Carmexu w tubce, masło miało poczekać na swoją kolej. Kolej ta nadeszła dość szybko, a to z racji tego, że moje kocie łobuzy posiały mi gdzieś Carmex (lubią mi zrucać różne rzeczy z szafek i wpychać je pod meble…), więc musiałam skorzystać z Nivei. Tak na marginesie, to Carmex się odnalazł po trzech dniach pod narzutą leżącą na kanapie, a ja, jak głupia, czołgałam się po podłodze zaglądając pod wszystkie meble ;)
Na początek masło zachwyciło mnie zapachem. Przesłodki, kojarzący się z łakociami, które uwielbiam ;) Poza tym przyjemna konsystencja i delikatny połysk na ustach. Wszystko to sprawiło, że człowiek ma ochotę wciąż i wciąż się nim smarować. Ale, jak same wiecie, nie ma ideałów na tym świecie. Usta są pielęgnowane całkiem dobrze, o wiele lepiej niż w przypadku sztyftu. Czuć, że jest na nich ochronna i pielęgnująca warstwa, są miękkie i nawilżone. Ale nie wiedzieć czemu masło nie chce mi współpracować z błyszczykami, które ciężko się na nim rozsmarowują i szybciej warzą. Widocznie taki jego urok…
Na plus zaliczę mu dostępność, cenę i całkiem przyjemny skład (olejki i masło shea). Minusem może być dla niektórych sposób aplikacji i kwestia higieny z tym związana. Dla mnie nie stanowi to problemu. 

Podsumowując: całkiem fajny produkt, ale nadal będę szukała swojego ideału ;)

A wy macie to masełko? Jakie są wasze wrażenia z użytkowania? Bardzo chętnie poznam waszą opinię!

Pozdrawiam,
Aga

23 komentarze:

  1. Nie odpowiada mi ta forma aplikacji.
    Jeżeli coś ochronnego do ust, to tylko w sztyfcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sztyfty są zdecydowanie bardziej higieniczne:)

      Usuń
  2. mam to masełko, też waniliowe ;) lubię je, ale przeszkadza mi trochę forma aplikacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. poluję właśnie na waniliowe, ale wszędzie u mnie jest wykupione :/ kiedyś je dorwę ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też wolę do ust używać sztyftów
    nie wiem czemu producenci tak nam utrudniają życie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze to właśnie z chęcią go kupię bo lubię takie zapachy, do zjedzenia;p;p!!
    Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  6. Marzy mi się ten balsam! Choć wolę te w sztyfcie, bo moje dość długie paznokcie zapewne utrudniałyby jego aplikację :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda apetycznie, choć też chyba wolę sztyfty :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No Agato! Bardzo mądre słowa, którym oczywiście kibicuje. Najbardziej jednak "rozwalają" mnie ludzie,którzy przy otoczeniu zgrywają takich, którymi nie są, toteż pokazują jak bardzo dane zwierzę "kochają" a po powrocie do domu nie szczędzą mu kopniaków, czy nawet przykrych słów, które są dla zwierząt zrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przechodziłam nie raz obok tego masełka, ale jakoś nigdy jeszcze nie wpadło do mojego koszyka, może następnym razem.

    OdpowiedzUsuń