Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

Ratunek dla ust!



Witajcie!

Czy wy też tak macie, że nie ruszacie się z domu bez produktu, którego zadaniem jest ochrona naszych ust przed zgubnym wpływem czynników zewnętrznych? Ja, kiedy nie mam takiego specyfiku pod ręką, wpadam niemalże w panikę ;) Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez ochronnego sztyftu czy balsamu. W swoim życiu wsmarowałam ich w usta chyba całe kilogramy, ale ostatnio trafiłam na istną perełkę! Mam tutaj na myśli  

sztyft do ust Blistex Medplus. 

Kupiłam go w Rossmanie za około 7 zł.



Opakowanie: malutkie, plastikowe opakowanie w kolorze niebieskim. Samego produktu jest w nim 4, 25 g. W dolnej części mamy praktyczne pokrętło, dzięki któremu możemy precyzyjnie kontrolować poziom wysunięcia sztyftu. Pokrętło chodzi płynnie i nie zacina się.

Wygląd i konsystencja: kolor to w moim odczuciu jakiś odcień żółci. Kojarzy mi się z maścią o nazwie Linomag (niegdyś popularna jako środek na odparzenia). Konsystencja raczej jest zbita, ale rozprowadzanie na ustach jest przyjemne i bezproblemowe. W wyższych temperaturach delikatnie mięknie, ale nie rozpuszcza się na amen. W niskich temperaturach jeszcze nie miałam okazji go testować.


Zapach: połączenie kamfory, mentolu i anyżku. Wiem, że nie każdy lubi takie połączenie, ale ja jestem zadowolona ;)

Wydajność: używam go kilka razy dziennie od kilku ładnych miesięcy a tu końca nie widać. Bardzo wydajny produkt!

Info z opakowania i skład:



Moja opinia: 

Powiem krótko: jestem zachwycona! Wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu Blistexu. Dopiero po przeczytaniu kilku bardzo pozytywnych opinii blogerek postanowiłam spróbować. Przy okazji trafiła mi się promocja w Rossmanie, więc nie miałam się nad czym zastanawiać. I już po kilku użyciach wiedziałam, że to jest to czego szukałam. Niech się schowają masełka od Nivei czy nawet Carmexy! Moje usta już dawno nie były w tak dobrej kondycji. Zero przesuszeń, zero pierzchnięcia. Są gładkie i nawilżone i zabezpieczone przed działaniem czynników zewnętrznych. Mało tego! Bariera ochronna stworzona przez Blistex utrzymuje się naprawdę długo, dzięki czemu nie muszę co chwilę smarować ust. Wpływa to oczywiście na wydajność produktu. Nakładanie sztyftu na usta to sama przyjemność: warstwa jest cieniutka i nie ma tu wrażenia ust oblepionych jakąś dziwną substancją. Do tego ma słodki smak! Nie wiem jak wam, ale mnie się to podoba ;) Kwestia delikatnego chłodzenia ust może być nieco kłopotliwa, zwłaszcza zimą, ale nie jest to aż tak mocne wrażenie chłodzenia jak może się wydawać. Zapach jest specyficzny: jeśli ktoś nie lubi kamfory i mentolu to ciężko będzie się przekonać, ale moim zdaniem właściwości pielęgnacyjne są nieocenione i mogą zrekompensować nielubiany zapach.

Podsumowując: w tej chwili jest to dla mnie „naustny” ideał!

Znacie Blistex? Co o nim sądzicie?

Pozdrawiam,
Aga

czwartek, 23 maja 2013

I ja w Rossmanie byłam, co nieco zakupiłam :)

Hej!

Podejrzewam, że przez następnych kilka dni w blogosferze będą przeważały posty dotyczące rossmanowskiej promocji -40% na kosmetyki kolorowe i kosmetyki do pielęgnacji twarzy ;) 
Ja także wybrałam się dziś na kosmetyczne łowy.  Jeśli macie ochotę zobaczyć, co kupiłam zapraszam do dalszej lektury.




1. płyn micelarny AA Kolagen źródło młodości - nowość w mojej łazience (8,99 zł);

2. płyn micelarny AA Energia młodości - również nowość w mojej łazience (7,79 zł).

Oba płyny wzięłam ze względu na dobre opinie na Wizażu. Ciekawa jestem jak się u mnie sprawdzą.



3. Rival De Loop; tygodniowa kuracja przeciwzmarszczkowa w ampułkach - świetnie nawilżają i wygładzają skórę twarzy, zwłaszcza po opalaniu (4,19 zł);
4. balsam do ust Blistex med plus - tyle razy chwalony, że musiałam go kupić (6,59 zł);



5. zapas wszystkim znanych maseczek Ziaja (0,89 zł za sztukę);




6. Efektima maseczka oczyszczająca - z przyjemnością do niej powracam (1,59 zł);
 
7. Perfecta bankietowa maseczka na twarz i pod oczy - nowość w mojej łazience. Jestem ciekawa efektów (1,09 zł);

8. Bielenda enzymatyczny peeling dotleniający, efekt aqua-oxybrazji - bardzo mnie zaciekawił ten produkt, dlatego też trafił do koszyczka mego (1,59 zł).

I to właściwie wszystko. Na kolorówkę nawet nie patrzyłam, bo póki co nic nie było mi potrzebne a nie chciałam kupować czegoś tylko dlatego, żeby kupić i żeby stało na półce. Chciałam jeszcze kupić jakiś krem do twarzy dla TŻ-ta, ale niestety promocja nie obejmuje męskich kosmetyków do pielęgnacji twarzy.

A jak u was? Szaleństwo czy rozsądne zakupy tylko i wyłącznie niezbędnych rzeczy? ;)

Pozdrawiam,
Aga


czwartek, 27 grudnia 2012

Masło się roztrzasło ;)



Witajcie po Świętach!

Mój brak aktywności na blogu w ostatnim czasie spowodowany był wyjazdem do mojego rodzinnego miasta (Łódź!) na Święta. Ale jestem już z powrotem i z przyjemnością powrócę do blogowania :)

Prezentami chwalić się nie będę, gdyż nie było wśród nich żadnych produktów kosmetycznych ;) 

Dziś słów kilka o maśle. Ale nie o takim zwykłym do smarowania kanapek, tylko o maśle do ust, które zawojowało blogosferę. Zapewne domyślacie się już , o jaki produkt chodzi? Tak, tak! Chodzi o masło do ust od Nivei. Trochę wahałam się przy zakupie z racji średniej sympatii do szminek ochronnych tej firmy. Ale ostatecznie przekonała mnie wizja cudownego zapachu wanilii i orzechów makadamia. Masełko zakupiłam w Superpharm w promocyjnej cenie 7,99 zł (regularna cena to chyba 10,99 zł).



Opakowanie: produkt zamknięty jest w aluminiowym (?), estetycznie wykonanym pudełeczku, mieszczącym w sobie 16,7 g produktu. Otwiera się dość łatwo, chociaż przy „nakremowanych” dłoniach może być lekki kłopot. Samo pudełeczko jest dość płytkie, lecz szerokie, dzięki czemu nie trzeba bardzo w nim grzebać – opuszkiem palca można łatwo nabrać odpowiednią ilość produktu. Osoby o długich paznokciach mogą jednak trochę narzekać! ;) Oczywiście pozostaje także kwestia higieny. Stylistyka opakowania jest całkiem przyjemna. W mojej wersji zapachowej dominują brązy i beże.

Wygląd i konsystencja: w pudełeczku masło ma kolor biały, na ustach jest zupełnie niewidoczne, nadaje tylko leciutki połysk. Konsystencja jest wybitnie „masełkowata” – miękka, mazista. Miałam okazję używać masła ostatnio podczas silniejszych mrozów i okazuje się, że nie zastyga na kamień i można je łatwo wydobyć z pudełka. Rozsmarowuje się bezproblemowo – przyjemnie sunie po ustach zostawiając na nich ochronną warstwę.

Zapach: nie ukrywam, że kupiłam masło właściwie tylko dla zapachu ;) Nie zawiodłam się. Pachnie obłędnie! Jak dla mnie jest to połączenie zapachów waniliowych ciastek, czekolady i innych słodkości. Niestety nie utrzymuje się długo na ustach.

Wydajność: wszystko zależy od częstotliwości używania. Ja używam go kilka razy dziennie i wydaje mi się, że nie będzie to rekordzista pod względem wydajności.




Co obiecuje producent?
Zapewnia codzienną pielęgnację i ochronę przed pękaniem wrażliwej skóry ust. Jego natłuszczająca konsystencja zapewnia ochronę przed słońcem, mrozem i wiatrem. Nawilżająca formuła z Hydra IQ zawierająca masło shea i olejek z migdałów zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację.
Dostępne cztery wersje zapachowe (masła mają identyczny skład, różnią się tylko aromatem):
- malina,
- wanilia i makadamia,
- karmel,
- Original (wersja bezzapachowa)
(opis pochodzi z Wizażu)

Skład:
Cera Microcristallina, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Aqua, Glycerin, Glyceryl Glucoside, BHT, Aroma, CI 77891, CI 77492

Moja opinia:

Jak już wcześniej wspominałam ostatnimi czasy leciutko zraziłam się do Nivei i ich produktów do pielęgnacji ust. Sztyft ochronny moim zdaniem jest gorszej jakości, niż kiedyś. Dlatego też do masła podeszłam z pewną nieufnością. Ale zakupu dokonałam i klamka zapadła ;) Jako że używam jeszcze Carmexu w tubce, masło miało poczekać na swoją kolej. Kolej ta nadeszła dość szybko, a to z racji tego, że moje kocie łobuzy posiały mi gdzieś Carmex (lubią mi zrucać różne rzeczy z szafek i wpychać je pod meble…), więc musiałam skorzystać z Nivei. Tak na marginesie, to Carmex się odnalazł po trzech dniach pod narzutą leżącą na kanapie, a ja, jak głupia, czołgałam się po podłodze zaglądając pod wszystkie meble ;)
Na początek masło zachwyciło mnie zapachem. Przesłodki, kojarzący się z łakociami, które uwielbiam ;) Poza tym przyjemna konsystencja i delikatny połysk na ustach. Wszystko to sprawiło, że człowiek ma ochotę wciąż i wciąż się nim smarować. Ale, jak same wiecie, nie ma ideałów na tym świecie. Usta są pielęgnowane całkiem dobrze, o wiele lepiej niż w przypadku sztyftu. Czuć, że jest na nich ochronna i pielęgnująca warstwa, są miękkie i nawilżone. Ale nie wiedzieć czemu masło nie chce mi współpracować z błyszczykami, które ciężko się na nim rozsmarowują i szybciej warzą. Widocznie taki jego urok…
Na plus zaliczę mu dostępność, cenę i całkiem przyjemny skład (olejki i masło shea). Minusem może być dla niektórych sposób aplikacji i kwestia higieny z tym związana. Dla mnie nie stanowi to problemu. 

Podsumowując: całkiem fajny produkt, ale nadal będę szukała swojego ideału ;)

A wy macie to masełko? Jakie są wasze wrażenia z użytkowania? Bardzo chętnie poznam waszą opinię!

Pozdrawiam,
Aga

czwartek, 22 listopada 2012

Przybyłam, zobaczyłam, zakupiłam ;)

Hej!

Jak się pewnie domyślacie odwiedziłam dziś Rossmanna. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej promocji. Miałam co prawda oszczędzać, ale postanowienia postanowieniami, a rzeczywistość bywa zupełnie inna. 
Do drogerii wybrałam się około godziny 10.30. Tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Z racji tego, że ów Rossmann znajduje się w Galerii Echo, mogło być różnie. Jestem osobą, która nie cierpi tłumu, tłoku i ścisku, zwłaszcza w sklepach, dlatego do Rossmanna wkraczałam z duszą na ramieniu. Na szczęście było prawie pusto, więc spokojnie mogłam się rozejrzeć po szafach z kolorówką. 
Chodziłam, dumałam, zastanawiałam się i od czasu do czasu mruczałam z niezadowolenia, bo trochę półek było pustych.
No, ale w końcu coś wybrałam:


1. paletka cieni Wibo Diva's make up kit (cena po promocji 5,49)
2. cień do powiek Lovely Holographic Eyes, kolor 03 (cena po promocji 4,59)
3. korektor Lovely, odcień 02 (cena po promocji 4,49)

Najbardziej podoba mi się paletka Wibo i nie mogę się doczekać, kiedy zacznę jej używać :) Z kolei holograficzny cień Lovely urzekł mnie kolorem - piękny połyskujący turkus. Najdłużej dumałam nad korektorem i nie wiem, czy nie popełniłam błędu kupując go. Po dotarciu do domu zajrzałam do sieci w poszukiwaniu informacji na jego temat i niestety nie są one zbyt pochlebne :/ No, ale poużywamy - zobaczymy. Przymierzałam się też do pomadek Wibo Eliksir i bibułek matujących z tej samej firmy, ale tych ostatnich nie było a pomadkę ostatecznie sobie odpuściłam.
To tyle, jeśli chodzi o kolorówkę. Promocja jeszcze potrwa parę dni, więc w międzyczasie może jeszcze się na coś skuszę :)

Innymi moimi zakupami w Rossmanie były maseczki:


Ziajki są wam zapewne dobrze znane i nie trzeba ich przedstawiać. Trzecia bohaterka to maseczka przeciwzmarszczkowa z wyciągiem z alg Efektima błoto mineralne. Jestem jej bardzo ciekawa.

Idąc w kierunku wyjścia mijałam Superpharm i na swoje nieszczęście weszłam ;) Oto moje łupy:


 Masło do ust Nivea o zapachu wanilii i orzechów macadamia. Zapach musi być obłędny! Nie mogłam się oprzeć!


Maseczki od Delii. Skusiłam się ze względu na promocję, ale znów zastanawiam się czy nie popełniłam błędu, ponieważ opinie o nich nie są zbyt pochlebne... Takie to ja mam szczęście do robienia zakupów bez porządnego research'u ;)

Nie wiem jak wy, ale ja na dziś zakupów mam dość! ;)

Pochwalcie się swoimi rossmanowskimi łupami!

Pozdrawiam,
Aga

Ps. wybaczcie jakość zdjęć, ale ciężko dzisiaj o dobre światło...:/

wtorek, 20 listopada 2012

Błyszczykowe niespodzianki! :)

Hej!

Musze się dzisiaj pochwalić ;) Niby nic, ale jak człowieka potrafi uszczęśliwić w taki szary, jesienny dzień!

W skrzynce pocztowej znalazłam malutką paczuszkę zaadresowaną do mnie. Otwieram, patrzę, a tu...


Zupełnie zapomniałam o tym, że przemiła Pani Agnieszka z Klubu Mariza miała mi wysłać do przetestowania błyszczyk, którego kolor mogłam sobie wybrać. Zdecydowałam się na koral, ale zastanawiam się, czy trafił do mnie właściwy odcień ;) Bez względu na to - jestem zadowolona i natychmiast przystępuję do testów ;)

Druga sprawa związana jest z konkursem, jaki na Facebooku zorganizował sklep Alledrogeria.pl  >>Klik!<<. Do wygrania było 10 mini błyszczyków w breloczku Sleek MakeUp. Okazało się, że jestem w gronie dziesięciu szczęśliwych zwyciężczyń!!! Mała rzecz a cieszy :D

Podsumowując: dzień z niespodziankami zdecydowanie poprawił mi humor :D Oby więcej takich!

Pozdrawiam,
Aga


poniedziałek, 15 października 2012

Mały cudak!



Witajcie!

Dziś na tapecie produkt, z którym bardzo się zaprzyjaźniłam. Jest skuteczny, wydajny i tani. Same plusy! Dowiedziałam się o nim z prasy kobiecej. Kim jest bohater dzisiejszego odcinka? To RETIMAX 1500, czyli maść ochronna z witaminą A :) Do kupienia w aptece za około 3 zł.

zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.farmina.pl/retimax.html

Opakowanie: najzwyklejsza metalowa, biała tubka z zakrętką. Nic nadzwyczajnego. Mieści w sobie 30 g produktu. Niekiedy denerwowało mnie „samowolne” wydostawanie się produktu z tubki. Chyba jakieś ciśnienie tworzyło się w opakowaniu i wypychało maść na zewnątrz ;)

Wygląd i konsystencja: maść jest biała, ma dość gęstą i treściwą konsystencję, ale pod wpływem ciepła dobrze się rozprowadza. Jest tłusta!

Zapach: ledwo wyczuwalny.

Wydajność: maść jest bardzo wydajna. Już niewielka ilość wystarcza do natłuszczenia obu dłoni.

Co obiecuje producent?
 Retimax 1500 wskazany jest do miejscowego stosowania na skórę w stanach jej odwodnienia i suchości, w przypadku łagodnych podrażnień, otarć lub łuszczenia się naskórka. Działa regenerująco na naskórek po lekkich oparzeniach i odmrożeniach. Pomocny w pielęgnacji popękanych kącików ust, wspomagając naturalny proces gojenia. Używany ochronnie u dzieci, zapobiega pieluszkowym podrażnieniom skóry. Idealny do stosowania po opalaniu, korzystaniu z solarium, chemicznym usuwaniu naskórka oraz skórnych zabiegach laserowych.
- Odżywia skórę dzięki zawartości witaminy A, będącej niezbędnym regulatorem odnowy komórek.
- nawilża głęboko skórę
- chroni skórę i pozostawia uczucie naturalnej miękkości i gładkości.
Produkt przebadany dermatologicznie i mikrobiologicznie.

Skład:
Petrolatum, Aqua, Lanolin, Mineral Oil, Paraffin, Beeswax, Magnesium Stearate, Retinyl Palmitate

Co ja myślę o tym produkcie?
Na początku podchodziłam do niego sceptycznie. Ale postanowiłam „poświęcić” te 3 złocisze ;) Okazało się, ze to był strzał w dziesiątkę! Moim zdaniem obietnice producenta nie są przesadzone. Bardzo dobrze nawilża przesuszoną skórę. Stosuje ją przede wszystkim na usta i na przesuszone skórki wokół paznokci. Retimaxem smaruję również dłonie na noc oraz skórę pod oczami. Rano skóra jest miękka, nawilżona, sprężysta. Maść dobrze radzi sobie z przesuszoną skórą łokci i kolan oraz. Raz odważyłam się nawet posmarować nią wysuszoną słońcem twarz – nie było żadnych niespodzianek, a skóra była nawilżona i ukojona. Dodatkowo na plus cena i wydajność. Myślę, że świetnie nada się do zimowej pielęgnacji ;)

Znacie Retimax?

Pozdrawiam,
 Aga

Ps. Tradycyjnie przypominam o ROZDANIU !!! :)

sobota, 13 października 2012

Usta - usta!



Witajcie!

Dziś kilka słów o ustach, a właściwie o ich pielęgnacji. Ja staram się bardzo dbać o usta. Nie lubię, kiedy są przesuszone i spierzchnięte. Nie wychodzę z domu bez produktu do pielęgnacji ust i czuję się wybitnie niekomfortowo, jeśli owego produktu przy sobie nie mam.
Do tej pory używałam sztyftu Nivea w wersji klasycznej.



Byłam jak ten koń z klapkami na oczach: gdy jedna szminka ochronna się kończyła, bez zastanowienia leciałam kupić następną, taką samą ;) I tak w kółko! To chyba było najzwyczajniej w świecie przyzwyczajenie. Jednakowoż któregoś pięknego dnia klapki z oczu mi spadły i postanowiłam zakupić coś innego. A mianowicie to:



Tak, tak! Odkryłam Carmex! Większość blogowiczek zapewne uśmiechnie się pod nosem na stwierdzenie, że dopiero teraz dokonałam tego odkrycia, ale wychodzę z założenia, że lepiej późno niż wcale ;)

A teraz przedstawię wam porównanie tych dwóch produktów i opowiem o moich odczuciach. Porównanie dla ułatwienia pokażę w tabelce.



NIVEA

CARMEX
Opakowanie
Plastikowe, biało-niebieskie, zamykane na „klik” – takie typowo „pomadkowe”. Nie pękło mi ani razu, napisy nie ścierają się.
Mała, miękka, żółta tubka z zieloną zakrętką.
Pojemność opakowania

4,8 g
10 g
Cena
Regularna ok. 8 zł, w promocji można kupić za ok. 5 zł.
Regularna ok. 10 zł, w promocji można kupić za ok. 6 zł.
Kolor
Biały
Leciutko żółty (a może tylko mi się wydaje?)
Konsystencja
Różna w zależności od temperatury ;) W upały się rozpływa, w mrozy ciężko rozsmarować na ustach.
Określiłabym ją jako żelową. Nie testowałam jeszcze Carmexu w ekstremalnych warunkach termicznych.
Zapach
W moim odczuciu – lekko pudrowy.
Mentolowo-kamforowy.
Wydajność
Zależna od częstotliwości użytkowania. Ja jej używałam często, dlatego szybko się kończyła.
Wydaje mi się, że wystarczy go na dłużej, ponieważ nie muszę tak często go używać.
Obietnice producenta
Pomadka NIVEA Lip Care Classic zawiera nową, innowacyjną formułę z Hydraminą i wyciągiem z pestek winogron zapewniającą ustom efekt doskonałego nawilżenia.
Doskonale chroni usta, zapobiega wysychaniu ust bez względu na pogodę, zapewnia im bogatą, odżywczą pielęgnację.
EFEKT: bardziej miękkie i zdrowe usta na długo!
(opis zapożyczony z KWC)
Najnowsza propozycja smakowa (jaśmin i zielona herbata) od znanego Carmexu w tubce. Polecany dla osób, które chcą ukoić i nawilżyć oraz chronić swoje usta. Po nałożeniu świetnie nawilża, nabłyszcza usta i długo się utrzymuje. Posiada filtr SPF 15 (opis zapożyczony z KWC)

Skład i uwagi
cera microcristallina, octyldodecanol, hydrogenated polydecene, cetyl palmitate, ricinus communis, myristyl myristate, VP/hexadecene copolymer, cetearyl alcohol, polyglyceryl-3 diisostearate, butyrospermum parkii, cocoglycerides, pantaerythrityl tetraisostearate, VP/eicosene copolymer, C20-40 alkyl stearate, cera carnauba, simmondsia chinensis, tocopheryl acetate, cera alba, panthenol, parfum
Skład wydaje się przyjazny, ale na ten temat niech wypowie się jakaś znawczyni:)
Petrolatum, Lanolin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Flavor, Benzophenone-3, Paraffinum Liquidum, Camphor, Menthol, Salicylic Acid, Benzyl Alcohol and Linalool, Oxybenzone.
Składniki zaznaczone na czerwono to filtry przeciwsłoneczne. Doczytałam, ze u osób wrażliwych mogą wywoływać reakcje alergiczne.




Jaka jest moja opinia?

Najpierw słówko o Nivei. Przez wiele lat używałam jej regularnie. Dobrze pielęgnowała i nawilżała usta. Ale… wydaje mi się, że od jakiegoś czasu jej jakość pogorszyła się. Musiałam jej coraz częściej używać, a efekt nawilżenia trwał coraz krócej. Miałam wrażenie, że wpadłam w jakiś zaklęty krąg: im częściej smaruję usta, tym one bardziej się wysuszają i znów musze je smarować. Nie ukrywam, że zaczęło mi to trochę przeszkadzać. Poza tym czasami denerwowało mnie, że przy wyższych temperaturach pomadka rozpuszczała się i mogła się łamać. Z kolei w niskich temperaturach ciężko było ją rozsmarować na ustach. Zapytacie zapewne: dlaczego wcześniej nie dokonałam zmiany. Szczerze? Chyba trochę z lenistwa ;) Teraz obiecuję poprawę :) A tak w ogóle to dopiero niedawno doczytałam się, że Nivea nie ma żadnego filtra UV… Dacie wiarę? Moja ignorancja jest karygodna…

Kolej na Carmex. Zdecydowałam się na tubkę z kilku względów. Primo: chciałam odmiany od sztyftu. Secundo: wizja wygrzebywania produktu ze słoiczka i wydłubywania go spod paznokci jakoś nieszczególnie mi się podobała. Tertio: z tego co pamiętam, to tubka ma chyba największą pojemność ze wszystkich proponowanych wersji. Wybrałam zapach jaśminu i zielonej herbaty. Aplikacja jest całkiem przyjemna, tylko czasem zbyt dużo produktu wypływa mi z tubki. Ale to wszystko kwestia wprawy. Fajnie chłodzi usta i ma przyjemny zapach. Niektórym ów zapach i delikatne uczucie mrowienia może przeszkadzać. W moim odczuciu nawilża bardzo dobrze i na długo. Nie muszę już tak często smarować ust. Plusem są filtry UV, chociaż, jak się doczytałam, mogą wywoływać reakcje alergiczne u osób wrażliwych. U mnie póki co nic takiego nie wystąpiło. Carmex ładnie nabłyszcza usta i jest dobrą bazą pod błyszczyk bądź pomadkę. Po kilku tygodniach użytkowania nie mam się w sumie do czego przyczepić i żałuję, że zdecydowałam się na ten produkt tak późno.

A wy jakich produktów używacie do pielęgnacji ust? Co możecie polecić, a co zdecydowanie odradzacie?

Pozdrawiam,
Aga

Ps. Zachęcam do udziału w ROZDANIU! :)