Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2013

Prawdziwa Diva!



Hej!

Jak zapewne zauważyłyście postów kolorówkowych na moim blogu nie jest zbyt wiele. Ale nie myślcie sobie, że nie lubię kosmetyków kolorowych! Lubię, a jakże! Tyle, że moja kolekcja jest dość skromna. Nie jestem zwolenniczką kupowania wszystkiego jak leci i chomikowania po szafkach i szufladach. Kiedy ja bym to wszystko zużyła?! Ale jak każda kobieta od czasu do czasu lubię kupić jakiś cień do powiek, maskarę czy błyszczyk. No i jakiś czas temu kupiłam 

paletkę Wibo Diva’s Make Up Kit. 

Było to za czasów rossmanowej promocji -40% na wszystkie kosmetyki kolorowe. Cena, jaką zapłaciłam była doprawdy śmieszna – 5,49 zł. 





Opakowanie: plastikowa, czarna kasetka zawierająca sześć metalicznych cieni do powiek. Masa netto to 16 g. Klapka jest po części przezroczysta, dzięki czemu możemy podejrzeć, jakie kolory mają poszczególne cienie. Wydaje mi się, że plastik, z którego wykonana jest kasetka jest raczej przeciętnej jakości. Nie wiem czy wytrzymałaby upadek na płytki łazienkowe. Radzę obchodzić się z nią ostrożnie. Do paletki dołączony jest aplikator, ale ja go nie użyłam ani razu. Wolę pędzelek. Całość zapakowana jest w kartonik w czerwonym kolorze z metalicznym połyskiem. 

Wygląd i konsystencja: cienie mają piękne, metaliczne kolory i dobrą pigmentację. Łatwo dają się nabrać na pędzelek, ale lubią się czasem osypywać.

Zapach: nie wyczuwam.

Wydajność: cienie zaliczam do kategorii bardzo wydajnych – już delikatne dotknięcie cienia pędzelkiem wystarczy, aby nabrać odpowiednią ilość.

Informacja z opakowania:
Zawartość w formule drobnych, perłowych pigmentów nadaje powiekom efekt rozświetlonego i wytwornego makijażu. Makijaż oczu zdobi elegancka, metaliczna poświata. W skład zestawu wchodzi sześć limitowanych odcieni. Cienie nie ścierają się i nie osadzają w załamaniach powiek. Doskonałe do wykonania wytwornego makijażu w stylu Glamour Diva.

Skład:
Talc, mica, magnesium stearate, kaolin, polyethylene, methylparaben, propylparaben, bth, caprylic/Capric triglyceride, palmitate, dimethyl silicone, polyisobutene, CI 77491, CI77492, CI77742, CI16035, CI49090:2, CI77007

Obejrzyjcie sobie kolorystykę cieni (kliknijcie żeby powiększyć!):








Moja opinia:

Lubię mieć podkreślone oko. Może nie jakoś bardzo mocno, ale w makijażu generalnie stawiam na oko. Zwłaszcza jeśli w planach mam wieczorne wyjście. Uważam, ze paletka Wibo świetnie się nadaje właśnie do wieczorowo-imprezowych makijaży. Do makijaży dziennych raczej nie polecam ze względu na dużą ilość błyszczących drobinek. Chociaż ja czasem używam białego cienia do rozjaśnienia wewnętrznych kącików oczu. Pigmentacja jest naprawdę zadowalająca – zwłaszcza cienia czarnego i miedzianego. Troszkę nie podoba mi się to, że cienie lubią się osypywać przy nakładaniu. Kiedy kończę makijaż mam pod oczami sporo błyszczących drobinek, które muszę potem wymiatać pędzelkiem, co nie do końca się udaje. A może to po prostu wina mojej niewprawnej makijażowo ręki? ;) Kolejnym plusem Divy jest trwałość. Cienie trzymają się naprawdę długo i nie osadzają się w załamaniach powieki. Niewątpliwym plusem tej paletki jest cena – naprawdę niska. A jakie są minusy oprócz wspomnianego osypywania? Jak dla mnie – opakowanie, które powinno być nieco solidniejsze. W tym momencie wydaje mi się trochę rachityczne i mam wrażenie, że zaraz mi się rozpadnie w rękach. Poza tym jeden z cieni ukruszył się, a muszę zaznaczyć, że nie robiłam nic nadzwyczajnego z paletką. Nie zaliczyła żadnego upadku ani nic podobnego. Po prostu pewnego dnia otworzyłam ją a tu część srebrzystego cienia ukruszyła się i rozsypała na pozostałe. Zresztą zobaczcie same:


Podsumowując: całkiem niezłe cienie w niskiej cenie ;) Jeśli ktoś lubi błysk na oku – będzie zadowolony, chociaż osypywanie się może być irytujące.  

Znacie Divę? Co o niej myślicie?

Pozdrawiam,
Aga

czwartek, 17 stycznia 2013

Skromne zakupy i...

Witajcie!

Zawsze, kiedy mam okazję zaglądam do Rossmanna. Obawiam się, że to doprowadzi mnie no zguby (może nie tyle mnie, co mój portfel) ;) Jest to pewnego rodzaju uzależnienie, z którym muszę zacząć walczyć. Tym razem jednak znów uległam i poległam ;) Żeby tego było mało, dzisiaj przeglądałam nową gazetkę promocyjną i obawiam się, że czeka mnie kolejna wizyta w tym "przybytku kosmetycznej rozpusty";) Jest ktoś chętny do wsparcia finansowego? :P 

Ale bądźmy chwilę poważni. Moje dzisiejsze zakupy są bardzo skromne, ale cieszą. Oto co wpadło do koszyczka mego:

 Maskara Wibo Extreme Lashes. Dobre opinie i niska cena (około 6,5 zł) jak najbardziej zachęciły mnie do zakupu. Jestem ciekawa efektów.

Szampon żurawinowy zwiększający objętość włosów od Barwy. Pachnie przecudnie! Zobaczymy jak będzie działał na moje włosy.

I to już koniec zakupowych przyjemności! Ale żeby nie było tak krótko i przynudnawo chciałabym się jeszcze podzielić wrażeniami z użytkowania pewnych próbek, jakie otrzymałam jakiś czas temu. Oto one:


Otrzymałam je w Rossmannie wraz z innymi niespodziewajkami, o których przeczytacie TUTAJ. Leżały jakiś w szafce trochę zapomniane, ale zachciało mi się jakiejś prysznicowej odmiany i postanowiłam po nie sięgnąć. 
Próbeczki są niewielkie, bo zawierają w sobie tylko 14 ml płynu, ale to spokojnie wystarczy na jedną sesję prysznicową. 
Na pierwszy ogień poszła wersja o zapachu mięty i drzewa herbacianego. Powiem wam szczerze, że przeżyłam lekki szok. I nie był on związany z zapachem (najprawdziwsza miętowa guma do żucia), ale z uczuciem natychmiastowego orzeźwienia, a nawet chłodu! Żel ten fantastycznie sprawdzi się latem, ale zimą niekoniecznie. Chyba, że lubicie mieć gęsią skórkę w gorącej, zaparowanej łazience;)
Druga wersja zapachowa to malina i wanilia. Tu z kolei mamy zapach cukierków Alpenliebe jak żywy! Bardzo słodki, nieco mdlący, przez co nie przypadł mi za bardzo do gustu.
Oba żele dobrze myją, fajnie się pienią i nie wysuszają skóry. Zapach jest krótkotrwały i nie utrzymuje się wcale na skórze. 
Moim zdecydowanym faworytem wśród żeli OS jest wersja czekolada z pomarańczą. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Pozdrawiam was ciepło,
Aga

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Jeszcze raz na różowo, ale trochę inaczej ;)



Witajcie!

Na początku chciałam usprawiedliwić moją weekendową nie obecność. Mianowicie moi szanowni Rodziciele przyjechali w odwiedziny, więc musiałam poświęcić im całą swoją uwagę ;) Ale teraz już wracam do swoich blogowych obowiązków i przyjemności :)
Dziś przychodzę do was z kolejnym „różowym” postem. Tak na marginesie, to dopiero od niedawna polubiłam różowy kolor. Wcześniej kojarzył mi się z taką „cukierkowatością” aż mdliło oraz z tzw. „dyskotekowymi dziuniami” ;) Ale do rzeczy. Dziś po prostu będzie róż – najzwyklejszy, do policzków ;) A konkretnie będzie to róż z jedwabiem i witaminą E firmy Wibo. Mój odcień ma numerek 1. Kupiłam go w Rossmanie za około 6 zł o ile dobrze pamiętam.




Opakowanie: czarne, plastikowe, całkiem nieźle wykonane pudełeczko. Klapka zamyka się na „klik”, więc nic nam się nie powinno otworzyć w kosmetyczce czy też w torebce. W pudełeczku znajduje się 6,5 g produktu. Do różu dołączony jest także mały pędzelek sprytnie ukryty. Niestety pędzelek ów zupełnie nie nadaje się do nakładania różu.

Wygląd i konsystencja: jest to róż prasowany. Podczas nakładania pędzlem może leciutko pylić i osadzać się na opakowaniu. 

Zapach: nie wyczuwam żadnego.

Wydajność: na początku wydawało mi się, że szybko się skończy, ale mam go już chyba rok i jakby go wcale nie ubywało! 







Informacje od producenta:
Prasowany róż do policzków.
·        zawiera naturalny jedwab i wit.E,
  • wpływa na poprawienie wyglądu i kondycji skóry
  • nie pozostawia smug
Formuła bogata w wit. E, dzięki czemu cera jest odpowiednio nawilżona i jedwabiście gładka. Łatwy w użyciu i aplikacji dzięki dołączonemu pędzelkowi do różu. Zawiera substancje odżywcze i minerały wpływając na poprawienie wyglądu i kondycji skóry. Nie pozostawia nieestetycznych smug. Wybór kolorów pozwoli na odpowiednie dobranie do cery, również tej problematycznej. Produkt idealny do modelowania kształtu twarzy. (źródło opisu).

Skład:




Moja opinia:

Róż Wibo zakupiłam skuszona całkiem dobrymi opiniami na Wizażu. Koszt niewielki, więc można było zaryzykować. Gama kolorystyczna zawiera pięć odcieni, ale myślę, że każda kobieta znajdzie wśród nich coś dla siebie. Ja wybrałam numer 1 – różowy, ale nie cukierkowy. Potrzebowałam efektu ożywienia cery. Róż jest jedwabisty w dotyku i przyjemnie się go nakłada pędzlem na twarz. Oczywiście nie mówię tu o tym dziwnym pędzelku znajdującym się w opakowaniu, bo on absolutnie nie spełnia swojej roli. Lepiej mieć swój własny, sprawdzony pędzel. Przy nakładaniu może lekko pylić, ale nie osypuje się na twarz. Pigmentację określiłabym jako średnią. Żeby uzyskać mocniejszy, ale jeszcze naturalny efekt trzeba się troszeczkę nagimnastykować. Wszystko zależy też od oświetlenia. Rzeczywiście róż nie pozostawia smug, ale obietnice producenta o nawilżaniu i poprawianiu kondycji skóry są chyba lekko przesadzone. Trwałość różu jest moim zdaniem przeciętna. 5 godzin wytrzyma, ale potem konieczne są poprawki. Będzie się utrzymywał jeszcze krócej, jeśli mamy tendencję do pocierania policzków. Na plus zaliczę mu cenę i dostępność.
Podsumowując: całkiem przyzwoity róż za niewielką cenę. Przyczepiłabym się do pigmentacji i trwałości. A to wszystko dlatego, że przed Wibo miałam róż Golden Rose, który mnie oczarował i który postaram się wam przybliżyć w przyszłości. 

Poniżej przedstawiam jeszcze jedno zdjęcie, na kórym chciałam uchwycić istnienie różu Wibo na policzkach. Jak widać – nic nie widać ;) A w świetle sztucznym efekt jest zupełnie inny… I bądź tu człowieku mądry….


Znacie róże od Wibo?

Pozdrawiam,
Aga

czwartek, 22 listopada 2012

Przybyłam, zobaczyłam, zakupiłam ;)

Hej!

Jak się pewnie domyślacie odwiedziłam dziś Rossmanna. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej promocji. Miałam co prawda oszczędzać, ale postanowienia postanowieniami, a rzeczywistość bywa zupełnie inna. 
Do drogerii wybrałam się około godziny 10.30. Tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Z racji tego, że ów Rossmann znajduje się w Galerii Echo, mogło być różnie. Jestem osobą, która nie cierpi tłumu, tłoku i ścisku, zwłaszcza w sklepach, dlatego do Rossmanna wkraczałam z duszą na ramieniu. Na szczęście było prawie pusto, więc spokojnie mogłam się rozejrzeć po szafach z kolorówką. 
Chodziłam, dumałam, zastanawiałam się i od czasu do czasu mruczałam z niezadowolenia, bo trochę półek było pustych.
No, ale w końcu coś wybrałam:


1. paletka cieni Wibo Diva's make up kit (cena po promocji 5,49)
2. cień do powiek Lovely Holographic Eyes, kolor 03 (cena po promocji 4,59)
3. korektor Lovely, odcień 02 (cena po promocji 4,49)

Najbardziej podoba mi się paletka Wibo i nie mogę się doczekać, kiedy zacznę jej używać :) Z kolei holograficzny cień Lovely urzekł mnie kolorem - piękny połyskujący turkus. Najdłużej dumałam nad korektorem i nie wiem, czy nie popełniłam błędu kupując go. Po dotarciu do domu zajrzałam do sieci w poszukiwaniu informacji na jego temat i niestety nie są one zbyt pochlebne :/ No, ale poużywamy - zobaczymy. Przymierzałam się też do pomadek Wibo Eliksir i bibułek matujących z tej samej firmy, ale tych ostatnich nie było a pomadkę ostatecznie sobie odpuściłam.
To tyle, jeśli chodzi o kolorówkę. Promocja jeszcze potrwa parę dni, więc w międzyczasie może jeszcze się na coś skuszę :)

Innymi moimi zakupami w Rossmanie były maseczki:


Ziajki są wam zapewne dobrze znane i nie trzeba ich przedstawiać. Trzecia bohaterka to maseczka przeciwzmarszczkowa z wyciągiem z alg Efektima błoto mineralne. Jestem jej bardzo ciekawa.

Idąc w kierunku wyjścia mijałam Superpharm i na swoje nieszczęście weszłam ;) Oto moje łupy:


 Masło do ust Nivea o zapachu wanilii i orzechów macadamia. Zapach musi być obłędny! Nie mogłam się oprzeć!


Maseczki od Delii. Skusiłam się ze względu na promocję, ale znów zastanawiam się czy nie popełniłam błędu, ponieważ opinie o nich nie są zbyt pochlebne... Takie to ja mam szczęście do robienia zakupów bez porządnego research'u ;)

Nie wiem jak wy, ale ja na dziś zakupów mam dość! ;)

Pochwalcie się swoimi rossmanowskimi łupami!

Pozdrawiam,
Aga

Ps. wybaczcie jakość zdjęć, ale ciężko dzisiaj o dobre światło...:/