Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 listopada 2013

Nie ma lipy!



Hej!
 
Jak słowo daję, ciężko mi ostatnimi czasy zasiąść i napisać blogową notkę…. Ale naprawdę staram się wygospodarować jakąś chwilę, usiąść, skupić się i napisać coś w miarę sensownego. 

Dziś będzie o szamponie. Jak wiecie nie ustaję w poszukiwaniach ideału, ale póki co jakoś nie mogę na niego trafić. Do tej pory najbardziej przypasowały mi szampony: Barwa ziołowa i Ziaja lawendowa. Szampon, o którym dziś opowiem także uderza w ziołową nutę. Jest to mianowicie  

odświeżający szampon Ultra Doux z kwiatem lipy.

Zakupiłam go w hipermarkecie Real w cenie 3,99 zł.




Opakowanie: przezroczysta, plastikowa, poręczna butelka o pojemności 250 ml, zakończona klapką na „klik”. Niestety owa klapka jest dość oporna i otwieranie przysparza nieco kłopotu, zwłaszcza jeśli mamy mokre ręce. Do kwestii wizualnych nie mam żadnych zastrzeżeń – odcienie żółci i zielenie kojarzą mi się ze świeżością.

Wygląd i konsystencja: szampon jest właściwie przezroczysty, o delikatnie żółtym zabarwieniu. Konsystencja jest średnio gęsta, ale odpowiednia. Nie ucieka przez palce, jednocześnie dając się łatwo rozprowadzić na włosach i skórze głowy.

Zapach: ziołowy bez chemicznych (jak dla mojego nosa) nut. Bardzo przypadł mi do gustu i żałuję, że nie pozostaje dłużej na włosach.

Wydajność: przy codziennym używaniu wystarczył mi na około dwa miesiące.

Info z opakowania:
Wyjątkowa receptura nadająca świeżość włosom normalnym i przetłuszczającym się oraz oczyszczająca je. Szampon Garnier Ultra Doux to połączenie kwiatu lipy znanego ze swych właściwości łagodzących i oczyszczających. Idealnie myje włosy bez obciążania.
Rezultat: skóra głowy jest ukojona, włosy oczyszczone, lekkie i błyszczące.

Skład:
Aqua, sodium laureth sulfate, citric acid, cocamidopropyl betaine, ammonium hydroxide, sodium chloride, CI 47005, sodium benzoate, sodium hydroxide, polyquaternium-10, salicyli acid, tilia mordata flower extract, benzyl alcohol, linalool, propylene glycol, geraniol, citronellol, hexylene glycol, hexyl cinnamal, parfum.

Moja opinia:
Przyznam szczerze, że to całkiem nie najgorszy szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się. Pachnie według mnie rewelacyjnie – uwielbiam ziołowe nutki w kosmetykach. Aplikacja jest bezproblemowa, szampon fajnie się pieni i łatwo spłukuje. Oczyszcza włosy całkiem przyzwoicie, nie plącząc ich przy tym zbyt mocno. Po umyciu i wysuszeniu rzeczywiście odczuwam lekkość i świeżość, ale niestety nie ma co liczyć na to, że efekt ten utrzyma nam się dłużej niż dzień-półtora. Ultra Doux nie wywołał u mnie żadnych podrażnień, uczuleń czy też łupieżu. Skład raczej średni, więc dla użytkowniczek zwracających baczną uwagę na tę kwestię, produkt może być nie do przyjęcia.

Podsumowując: nie ma lipy, ale rewelacji też nie. Do codziennej pielęgnacji włosów nada się.

Znacie ten szampon?

Pozdrawiam,
Aga

poniedziałek, 9 września 2013

Obłędny zapach i jedwabista miękkość, ale…



Hej!

Już chyba sto razy pisałam o tym, że poszukuję szamponu idealnego dla moich włosów. Jak dotąd najbliższy ideału był ziołowy szampon Barwy. Kosztował grosze i spisywał się naprawdę nieźle. Jakiś czas temu dzięki ciekawej promocji w Superpharm w moje ręce trafił 

szampon Timotei 2 w 1 Świeżość i czystość. 

Korzystając z karty Lifestyle oraz przesłanych na e-mail kuponów zapłaciłam za niego aż 1,99 zł! ;) Kiedyś bardzo się zraziłam do szamponów tej marki, ponieważ najzwyczajniej w świecie nabawiłam się łupieżu po użyciu jednego z nich :/ Ale to było dawno i postanowiłam zaryzykować. Jesteście ciekawe jak zadziałał na moje włosięta?





Opakowanie: nieprzezroczysta, biała, plastikowa butelka o pojemności 200 ml. Zamknięcie jest solidne – nic nam nie wycieknie. Otwór dozujący jest odpowiedniej wielkości. Jeśli chodzi o design opakowania, to przypadły mi do gustu znajdujące się na nim roślinne i wodne motywy. Daje to wrażenie czegoś odświeżającego i naturalnego.



Wygląd i konsystencja: szampon jest zupełnie przezroczysty a jego konsystencja jest średnio gęsta. Nie spływa z palców, ale jednocześnie łatwo jest go rozprowadzić na całej długości włosów.

Zapach: uwielbiam kosmetyki o zapachu zielonej herbaty! Ten jest absolutnie fantastyczny – niesamowicie świeży i pobudzający.

Wydajność: przy codziennym użytkowaniu ta mała buteleczka wystarczy mniej więcej na 1,5 miesiąca. Piszę „mniej więcej”, ponieważ zdarzały się incydenty podkradania ;)

Krótkie info od producenta:
0% parabenów, 0% silikonów, 0% barwników.
Szampon i odżywka Timotei `Świeżość i czystość` 2 w 1 wzbogacony ekstraktami z liści zielonej herbaty organicznej oczyści i nawilży Twoje włosy, sprawiając, że staną się lśniące, miękkie i piękne.

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Camelia Sinensis Leaf Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Maltoodextrin, Disodium EDTA, Prpanediol, PPG-12, Cytric Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Moja opinia:

Obawiam się, że poszukiwania szamponu idealnego będą trwały nadal… Timotei pachnie pięknie – to fakt, ale to zdecydowanie za mało. Konsystencja jest odpowiednia, łatwo rozprowadza się na włosach, dobrze się pieni i równie dobrze spłukuje, ale brakuje mi tego uczucia porządnego oczyszczenia. Może to dlatego, że jest to tzw. „2 w 1”, czyli szampon i odżywka. Dzięki takiej formule włosy nie plączą się tak bardzo i są niesamowicie miękkie po wysuszeniu. Mam jednak wrażenie, że to „2 w 1” sprawia, że włosy nieco szybciej się przetłuszczają. Niestety. A nie o to mi chodziło. Plusem jest niewątpliwie to, że nie nabawiłam się łupieżu ani żadnych innych przykrych niespodzianek. Zdecydowane przeciwniczki silikonów, parabenów i barwników powinny być zadowolone, ponieważ producent deklaruje, że wyżej wymienionych w szamponach Timotei próżno szukać ;)

Dla mnie jest to przeciętny produkt przeznaczony raczej do włosów cienkich, normalnych lub lekko suchych, ale na pewno nie dla włosów ciężkich z tendencją do przetłuszczania. Raczej do niego nie powrócę, ale cieszę się, że mogłam go przetestować za tak niewielkie pieniądze.

Znacie szampony Timotei? Lubicie?

Pozdrawiam,
Aga

piątek, 5 lipca 2013

Takie tam... zakupy ;)

Hej!

Dziś wybrałam się na skromne zakupy. Nie zniechęciła mnie nawet temperatura sięgająca 32 stopni w cieniu.
Podreptałam sobie do Galerii Echo właściwie tylko po to, aby odwiedzić SuperPharm. Przyczyną takiego a nie innego zamysłu były promocyjne kupony SP, które dostałam na maila. 

Zobaczcie zatem, co udało mi się kupić :)

1. szampon Timotei Świeżość i czystość - dzięki zniżce z kartą Lifestyle kupiłam go za... 1,99 zł!!! Pachnie obłędnie! Jestem go niezwykle ciekawa.


2. żel pod prysznic Radox o zapachu wanilii i imbiru - także za 1,99 zł dzięki zniżce z karta Lifestyle. Wiem, że zapach waniliowy nie jest typowo letni, ale u mnie nie ma podziału na zapachy zimowe i letnie.


Myślałam, że tylko na tym się skończy, ale niedaleko SP jest Rossmann ;) Nogi jakoś same mnie poniosły w tamtym kierunku. A poza tym w Galerii jest tak przyjemnie chłodno... ;)

Połaziłam trochę między półkami, nie wiedząc tak naprawdę czego szukam. Ale z pustymi rękami nie wyszłam ;)

4.  zabieg zmiękczający do stóp od Perfecty - postanowiłam wreszcie bardziej zadbać o stopy. Często o nich zapominam i należałoby coś z tym zrobić. Jest to pierwszy produkt tego typu w mojej kosmetycznej "karierze" (2,59 zł).



5. samoopalacz Sun Ozon - bardzo go lubię, ponieważ jest tani i nie robi smug na skórze. Używam go przede wszystkim do nóg, które za nic w świecie nie chcą mi się opalać (8,99 zł).


Wystarczy tych przyjemności na dzień dzisiejszy :)

Trzymajcie się ciepło! ;)

Pozdrawiam,
Aga

poniedziałek, 27 maja 2013

I znów pokrzywa!



Hej!

Nie ustaję w poszukiwaniach idealnego szamponu. Do tej pory bezkonkurencyjne były szampony Barwy. Wędrując między drogeryjnymi/hipermarketowymi półkami, często spoglądam na te najniższe, bo można tam znaleźć prawdziwe perełki. Tak było w przypadku Barwy. Tym razem zwróciłam uwagę na 

familijny szampon pokrzywowy 
do włosów przetłuszczających się od Polleny. 

Pomyślałam: „A dlaczego nie?” i takim oto sposobem za niecałe 5 zł stałam się właścicielką butelki zielonego płynu ;)



 
Opakowanie: plastikowa, przezroczysta butla o pojemności 500 ml, zakończona zamknięciem z klapką na „klik”. Design nie powala. Powiedziałabym nawet, że jest nieco siermiężny, ale wygląd nie jest dla mnie najważniejszy.


Wygląd i konsystencja: szampon ma żarówiastozielony kolor. Konsystencja jest dość rzadka, przez co szampon lubi spływać z palców do wanny. Jednak przy szybkim i umiejętnym aplikowaniu na włosy nie stracimy go dużo ;)



Zapach: pierwszy niuch przywodzi na myśl jakiś tani płyn do mycia naczyń. Podczas drugiego niucha można wyczuć ziołową nutkę. Zapach może nie będzie rozkoszą dla naszego organu powonienia, ale da się wytrzymać. Tym bardziej, że nie utrzymuje się na włosach.

Wydajność: tu również osiągi są przeciętne. Z racji dość rzadkiej konsystencji szamponu szybko ubywa z butelki. Przy codziennym myciu powinien wystarczyć na miesiąc użytkowania.

Informacje ze strony producenta:
IDEALNY DLA
Doskonały szampon do mycia i pielęgnacji włosów z tendencją do przetłuszczania się.
SPEŁNIONE OBIETNICE
Ekstrakt z pokrzywy reguluje procesy zachodzące w cebulkach, przez co przetłuszczanie się skóry głowy i włosów znaczącą się zmniejsza. Włosy stają się zdrowe, piękne i lśniące.
SEKRET SKUTECZNOŚCI
  • w swym składzie zawiera ekstrakt z pokrzywy, który poprawia ukrwienie skóry głowy oraz wzmacnia cebulki włosów
  • zawiera kompleks witamin A, E, NNKT (F) , H i B, które wzmacniają włosy, odżywiają je, zapewniając im fantastyczny wygląd i kondycję
Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamide DEA, Propylene Glycol, Urtica dioica Extract, Polyquaternium 7, Parfum (Benzyl Salicylate, Limonene), Polysorbate 20, Aesculus Hippocastanum Extract, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Calcium Pantothenate, Citric Acid, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 19140, CI 42051

Moja opinia:

Jedno wiem na pewno: szampon Polleny moim ideałem na pewno nie będzie. Po pierwsze dlatego, że nie przedłuża świeżości moich włosów. Nadal muszę je myć codziennie. A po drugie dlatego, że po jego użyciu mam wrażenie, że włosy nie zostały dokładnie oczyszczone. Ponadto plącze włosy, ale z tym radzę sobie za pomocą odżywki. Zapach i konsystencja również pozostawiają nieco do życzenia, ale to jest kwestia drugorzędna. Na plus mogę mu zaliczyć cenę, pojemność opakowania oraz to, że dobrze się pieni i nie podrażnił mi skóry głowy. Uwaga: zawiera SLES.

Podsumowując: bardzo przeciętny przeciętniaczek ;) Niczym szczególnym się nie wyróżnia i nic szczególnego z włosami nie robi. A ja nadal szukam tego jedynego...

Pozdrawiam,
Aga

piątek, 29 marca 2013

Nagietkowa porażka



Hej!

Ostatnio chyba nie mam szczęścia do kosmetyków. Zaczęło się od płynu micelarnego BeBeuty, o którym pisałam TUTAJ. Produkt, o którym napiszę dzisiaj także nie spełnił moich oczekiwań. Pokładałam w nim spore nadzieje, ale niestety czekało mnie rozczarowanie. Kosmetyk, który mam na myśli to 

szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się z nagietkiem lekarskim od Green Pharmacy. 

Kupiłam go jakiś czas temu w Rossmannie za nieco ponad 7 zł.



Opakowanie: butla z plastiku w kolorze bursztynowym, zwierająca 350 ml szamponu. Dzięki przezroczystości opakowania bez problemu kontrolujemy ile produktu jeszcze nam pozostało. Zamknięcie stanowi zielona nakrętka z klapką na „klik”. Dozowanie jest bezproblemowe – otwór ma odpowiednią wielkość. Według mnie opakowanie stylizowane jest na „starodawne” lub „z apteczki babuni” (takie moje osobiste skojarzenie;)),ale generalnie podoba mi się.



Wygląd i konsystencja: szampon jest bezbarwny i ma średnio gęstą konsystencję. Nie przecieka nam przez palce a jednocześnie łatwo rozprowadza się na włosach i skórze głowy.


Zapach: całkiem przyjemny, słodkawy z ziołową nutą. Nie utrzymuje się na włosach.

Wydajność: przeciętna. Konsystencja jest ok, ale częstotliwość użytkowania sprawia, że szampon dość szybko znika z butelki.

Informacje z opakowania:
Wyciąg z nagietka lekarskiego to sprawdzony ludowy środek w profilaktyce problemów z włosami i skórą głowy, o szerokim zakresie działania. Działa przeciwzapalnie, łagodząco i przeciw drobnoustrojom, neutralizuje wolne rodniki, wzmacnia naczynka włosowate skóry głowy. Zapobiega łupieżowi i łysieniu, co ma szczególne znaczenia dla włosów ze skłonnością do przetłuszczania się. Nagietek to bogate, naturalne źródło życiodajnej energii z przyrody, szczególnie polecany do włosów normalnych i przetłuszczających się. Regularne stosowanie szamponu sprawia, że włosy stają się zdrowe, nawilżone, elastyczne i pełne blasku.

Skład:


Moja opinia:
Jak już wcześniej wspomniałam, pokładałam w tym szamponie spore nadzieje i z niecierpliwością czekałam na rozpoczęcie użytkowania. Niestety już po pierwszym umyciu wiedziałam, że między nami chemii nie będzie. Nie poddawałam się jednak i postanowiłam dać mu szansę. Do tej pory zużyłam już ¾ opakowania, ale niestety zdania nie zmieniłam. Na początku wszystko jest okej – przyjemnie rozprowadza się na włosach, fajnie się pieni, ładnie pachnie… Mam tylko wrażenie, że oczyszczanie skóry głowy nie jest aż tak dobre, jak być powinno. Trochę plącze włosy, ale mniej niż to miało miejsce w przypadku szamponów Barwy. Odrobina odżywki i problem z rozczesywaniem znika. Po wysuszeniu też niby jest nieźle – włosy są miękkie i błyszczące. Jednak nie są tak lekkie i puszyste, jak po użyciu Barwy (odwołuję się do szamponów Barwy dlatego, że to były chyba najlepsze, jakich ostatnio miałam okazję używać ;)). Potem jest już gorzej. Mianowicie moje włosy szybciej się przetłuszczają! Bywały takie dni, że włosy umyte rano, wieczorem wydawały mi się już lekko nieświeże… Nie cierpię tego uczucia! Codzienne mycie włosów było obowiązkowe.

Podsumowując: przemęczę się i zużyję go do końca, bo nie lubię marnotrawstwa, ale nigdy więcej do niego nie wrócę.

Znacie szampony Green Pharmacy?

Pozdrawiam,
Aga